Historia ukryta w Puszczy

Opowiemy Wam historię, która nie powinna się wydarzyć, historię o “śmierci” puszczy i o heroicznej walce leśników.

Historia największej gradacji sówki choinówki, jaka nawiedziła Puszczę Notecką w latach 1922- 1924.

Puszcza Notecka jest zwartym i jednolitym kompleksem leśnym o powierzchni około 133,4 tys. ha, co daje jej drugie miejsce pod względem wielkości w Polsce. Pomimo że położona jest między dwoma rzekami, Notecią i Wartą, przeważają na jej terenie gleby piaszczyste, determinujące ciągły niedobór wody. Puszcza Notecka to także największy w Polsce zespół wydm śródlądowych, które porośnięte są jednowiekowym lasem, w większości sosnowym (około 93%), posadzonym po wielkiej klęsce gradacji strzygoni choinówki w latach 1922 – 1924.

fot. L. Mroczkiewicz-  Widok na "puszczę" po jej wycięcu 1928 rok.

Z początkiem lat dwudziestych, jeszcze przed gradacją, teren Puszczy Noteckiej należał krajobrazowo do najpiękniejszych, a przyrodniczo do najciekawszych, nie tylko w ówczesnym województwie poznańskim, ale i w całej Polsce.W roku 1922 lasy puszczy oraz inne połacie zachodniej Polski, zupełnie niespodziewanie, nawiedził masowy pojaw niepozornego, małego motyla zwanego wówczas sówką choinówką, a współcześnie strzygonią choinówką Panolis flammea Schiff. Mały motyl o niszczycielskiej mocy. Przez tego szkodnika w ciągu trzech lat na obszarze Rzeczypospolitej uległo zniszczeniu około 220 tys. ha drzewostanów sosnowych, z czego w Puszczy Noteckiej ucierpiało około 70 tys. ha. Klęska ta zasadniczo zmieniła krajobraz puszczy na wiele dziesięcioleci.

Cofnijmy się do roku 1921. Jesienią tego właśnie roku kontrole występowania owadów prowadzone przez leśników nie wskazywały niepokojących ilości poczwarek sówki choinówki w lasach puszczy. Natomiast dochodziły pierwsze informacje z przygranicznych niemieckich nadleśnictw, że szkodnik zaczął się tam liczniej pojawiać.

Strzygonia choinówka

Dopiero w maju 1922 roku z polskich nadleśnictw zaczęły napływać niepokojące wieści o masowym locie motyli sówki, a później o wyjątkowo intensywnym żerze gąsienic, po czym można było się spodziewać, że klęska przybierze coraz większe rozmiary. Nie ulegało wątpliwości, że sówka nadchodziła do nas z zachodu, o czym ludność na pograniczu mówiła, że “zaraza przychodzi z Niemiec”. Nikt jednak nie spodziewał się tego, co miało spotkać nasze lasy.Strużyński: W 1923 roku szkodnik ten na terenie puszczańskim pojawił się na obszarze około 60 tys. ha.“W 1923 roku nastąpił ostateczny cios, miejsca zieleni zajął kolor szary, drzewa pozbawione igieł przybrały wygląd szarych patyków, makabryczny wygląd lasów przypomina cmentarzysko.”

Wyjątkowo wcześnie, bo pod koniec marca i w kwietniu 1923 roku motyle sówki pojawiły się w zastraszających ilościach. Pomimo niesprzyjającej pogody, częstym opadom deszczu i ochłodzeniu motyle zdołały znieść jaja, z których wylęgły się zdrowe gąsienice. W czerwcu gąsienice widoczne były wszędzie, na pniach drzew, w koronach, na ściółce, a nawet na drogach. Pisano, że “w drzewostanach zagrożonych przez sówkę było gąsienic tak wiele, że kał spadający z koron drzew sprawiał wrażenie deszczu” (Anders, Kusiak 2005). W szybkim czasie opanowana została cała puszcza, w tym „nasza” część, tj. cały powiat międzychodzki oraz szamotulski, czarnkowski i obornicki. Ponury wygląd przybrały nasze lasy, jakby po straszliwym pożarze “wyciągały swoje nagie, czerwone, pozbawione zieloności korony” (Gazeta Szamotulska 1924). Zamiast zielonych szpilek, gęste „pajęczyny”, usnute przez gąsienice czepiały się gałęzi i zwisały. L.

Mapa Puszczy Noteckiej 1927 rok. Kolorem rózowym oznaczono obszary leśne zniszczone przez sówkę (W.B.C.)

Z powodu bardzo mroźnej zimy w 1924 roku rójka sówki nastąpiła dopiero w kwietniu i w pierwszej połowie maja. Na początku maja tego roku pojawiło się tak dużo motyli, że o zmroku był słychać szum. Sówka znów składała jaja, gdzie tylko było to możliwe, nawet na suchych gałęziach. Wylęgnięte gąsienice zjadały to, czego nie zdołały zjeść w poprzednim roku. To, co nastąpiło przeszło wszelkie oczekiwania. Nasze piękne lasy padły ofiarą owadów, którym ludzka siła nie zdołała przeszkodzić.

Niestety teoria, ani też praktyka, na tamten czas nie znała radykalnego środka do walki z tą klęską, którą można by nazwać żywiołową. Natychmiast po pojawieniu się sówki administracja Lasów Państwowych zaczęła stosować wszelkie znane środki zaradcze. Stosowano wiele metod tępienia „zarazy”. W okresie lotu motyli próbowano je niszczyć za pomocą rozpalanych ognisk, w kierunku których zlatywały się motyle. Gąsienice zwalczano, kopiąc rowki ochronne, do których wpadały gąsienice przemieszczające się w poszukiwaniu żeru, po czym w tych rowkach je niszczono. Zbierano też i niszczono gąsienice przy pomocy drużyn robotniczych, które lepkimi szmatami zbierały gąsienice z pni. Strząsano gąsienice z młodych drzewek, na uprawach i młodnikach i je rozdeptywano. Jesienią grabiono ściółkę w kopce wysokości 1,5 m, w której znajdowały się poczwarki szkodnika, uniemożliwiając, wydostanie się motyli, a tym samym złożenie jajek. Wysoka temperatura w kopcach powodowała procesy gnilne wśród poczwarek, ale niestety niszczyła też owady pożyteczne.

Kopce zgrabionej ściółki leśnej z poczwarkami strzygoni. Przejaw desperackiej i niestety przegranej walki z klęską (Ilustracja Polska 1933)

Metoda, która kompletnie się nie sprawdziła to wypędzanie specjalnej rasy świń w drzewostan opanowany, w czasie, gdy gąsienice się przepoczwarzały, a więc od sierpnia do nastania mrozów. Sprowadzono na ten cel z Wołynia i Polesia blisko 20 tys. świń (Wg Dr. Hessa). Także nie sprawdziło się wykorzystanie kur wywożonych do lasu w ruchomych kurnikach. Wszystkie te metody walki niewiele pomogły, a gąsienice wędrowały i wędrowały, zżerając coraz to większe partie drzewostanów.

Jedno z nielicznych zdjęć przedstawiające drzewostan Puszczy Noteckiej po gradacji sówki choinówki około 1927 r. (Archiwum prywatne p. Jarosława Mikołajczaka)

Stały doradca Ministerstwa Rolnictwa, prof. Z. Mokrzecki z SGGW w Warszawie wraz z prof. Ludwikiem Sitowskim znanym autorytetem w dziedzinie pasożytniczych owadów leśnych z Uniwersytetu Poznańskiego oraz prof. R. Błędowskim z Wolnej Wszechnicy Polskiej potwierdzili „całkowitą niedostateczność znanych dotąd środków tępienia tego szkodnika wobec zbyt wielkich rozmiarów klęski”.

Największą pomoc w próbie ratowania lasu dała sama przyroda. Zauważono, że w pełnej zieleni utrzymywały się jedynie mniejsze kępy i pojedyncze drzewa w pobliżu mrowisk oraz nad jeziorami przy rzece Warcie. Właśnie dzięki licznym mrowiskom pozostał niezniszczony fragment drzewostanu nad Jeziorem Mniszym, gdzie został utworzony w 1960 r. rezerwat przyrody „Cegliniec” (nadleśnictwo Sieraków). Pomocne przy hamowaniu gradacji sówki choinówki okazały się ptaki, ponieważ gdzie były gniazda i dziuple, tam fragmenty lasu również pozostały zielone. Jednak było ich zbyt mało, aby całkowicie ograniczyć rozwój szkodnika.

Pasożyty sówki choinówki (Wszechświat)

Pod koniec czerwca 1924 roku zauważono pierwsze masowe obumieranie gąsienic. W przeciągu kilkunastu dni nie było ani jednej żywej gąsienicy sówki. Ich nagła śmierć nastąpiła jeszcze przed ukończeniem okresu żerowania, gdy gąsienice jeszcze nie były w pełni swego rozwoju. Leśnicy odetchnęli z ulgą. Gradacja strzygoni załamała się między innymi na skutek spasożytowania gąsienic przez larwy owadów z rodziny rączycowatych Larvaevoridae. Gąsienice i poczwarki opanowały też grzyby pasożytnicze. Stwierdzono, że w pewnej części gradacja załamała się z powodu śmierci głodowej gąsienic, które nie miały już na czym żerować.

1 lipca 1924 roku „Gazeta Szamotulska” pisała:

“Napad sówki choinówki na nasze lasy jest dla nich klęską, dającą się porównać chyba tylko z nieszczęściem wojny. Wielka wojna oszczędziła przynajmniej jedną dzielnicę Polski, ale za to przychodzi na nią inna klęska, niosąca nieobliczalne, srogie następstwa. A klęsce tej, ani zaradzić, ani przeciwdziałać ludzkimi siłami nie sposób. Po wykoszeniu ręką wojny ludzi, przychodzi śmierć lasów….”

Gradacja trwała trzy lata, w pierwszym roku pojawiła się nieznaczna ilość szkodnika, w roku drugi przybrała rozmiar klęski, w trzecim roku gąsienice zginęły.

Puszcza Notecka została na wielkich przestrzeniach prawie doszczętnie zniszczona.

16 lipca 1924 roku „Orędownik Grodziski” pisał:

„Z Szamotulskiego opowiadają groźniejsze rzeczy: Ogromny kompleks lasów obrzyckich (Raczyńskich) zajmujący 20 000 morgów obszaru, a mający dotąd najlepszy budulec, wygląda dziś jak po katastrofie pożaru. Z okien wagonu nie widać już bujnej zieleni, lecz czerń spalenizny. Wróblewo – Kwileckich, blisko 6000 mórg lasu zniszczone. To samo okoliczne lasy państwowe i prywatne...”

Niestety, jak to mówią, „nieszczęścia chodzą parami”. Wiosną 1925 roku pozostałe przy życiu osłabione drzewostany zaatakowały cetyńce Tomicus spp.– chrząszcze z podrodziny kornikowatych Scolytidae, które jako szkodniki wtórne dobijały je.

W 1924 roku umierające lasy zaatakowała brudnica mniszka. Do zbierania gąsienic zaangażowano wszystkie dzieci powyżej 9 lat.(Orędownik Urzędowy dla powiatu międzychodzkiego 1924 rok).

Rozmiar klęski zmusił administrację Lasów Państwowych do szybkiego usunięcia zniszczonych drzewostanów. Wycięcie puszczy stało się nieuniknione, a równało się to z ogołoceniem jej na całe przyszłe dziesięciolecia. Prace rozpoczęto już w 1925 roku, a trwały prawie do 1929 roku. W tym czasie sprowadzono z najdalszych zakątków kraju prawie 10 tysięcy robotników i to tylko do wyrębu lasu. W każdym puszczańskim leśnictwie pobudowane były dla nich baraki.

Barak dla robotników leśnych, Nadleśnictwo Wiejce (NN)

W pobliskich miasteczkach powstawały nowe sklepy, hotele, gospody i jadłodajnie. Dzięki tej świetnej koniunkturze były to „złote czasy” dla okolicznego kupiectwa. Pobudowano i naprawiono wiele dróg leśnych potrzebnych do wywozu drewna. Położono też wiele kilometrów torów kolejowych, które prowadziły m.in. do rzeki Warty, skąd drewno było ładowane na barki i spławiane.

Spławianie pozyskanego drewna Wartą 1929 rok (fot. archiwum Nadleśnictwa Sieraków).

Na potrzeby wyrębu powstało wiele tartaków, których właścicielami oprócz Polaków byli Niemcy i Holendrzy. To właśnie do Niemiec i Holandii, ale też do Francji, wysyłano najwięcej drewna, ponieważ rynek lokalny nie był w stanie przerobić tak ogromnej ilości surowca. Dużą rolę w transporcie drewna odegrał port w Międzychodzie. W owym czasie nie było prawie dnia, aby Wartą przez Międzychód nie płynęły barki, czy statki z napędem mechanicznym holujące transporty drewna.

Kto by pomyślał, że Ochotnicza Straż Pożarna z Międzychodu, w 1930 roku miała taki sprzęt do ratowała zatopionych barek z drewnem. Drewno to pochodziło z Puszczy Noteckiej. Ilustracja wielkopolska 1930 r.

Częściowo wstrzymano pozyskanie i sprzedaż drewna w nadleśnictwach niedotkniętych klęską, a tym samym kierowano zainteresowanych do nadleśnictw po klęskowych, gdzie drewna było w nadmiarze. Tylko w roku gospodarczym 1925 w nadleśnictwach: Międzychód, Sieraków, Bucharzewo, Wronki, Potrzebowice i Drawsko zrębami zupełnymi objęto 18 tys. ha, a w sposób przerębowy przecięto prawie 20 tys. ha, pozyskując ogółem blisko 2 mln m3 drewna użytkowego oraz blisko 700 tys. m3 opału.

Tartak Szczepan Czajka w okolicach Miedzychodu (Puszcza Notecka) ok. 1927 rok. (zdj. A.S. Bączyk, archiwum Nadleśnictwa Międzychód)

 

W czasie, kiedy sówka zjadała lasy, w puszczy grasowali zbóje. (Lech. Gazeta Gnieźnieńska 1923 rok)

Orędownik Urzędowy dla powiatu międzychodzkiego 1922 rok.  Orędownik Urzędowy powiatu wschodnio - poznańskiego 29.11.1924 rok.

W latach 1924 - 1929 wycięto blisko 70 tys. ha puszczańskiego lasu.

Prasa z przerażeniem pisała:

“Gdzie szumiały korony drzew, gdzie żywicą przepojone powietrze leśne nęciło zmęczonego miastem obywatela, gdzie roiło się od ptactwa i zwierząt, powstały pustynne nieużytki.”

Leśnicy zdali sobie sprawę, że potrzeba będzie dziesiątek lat mozolnej pracy i ogromnych nakładów, by lasy odnowić i doprowadzić do stanu przed inwazją sówki choinówki. Było to zadanie karkołomne, ponieważ odnowienia należało dokonać w jak najkrótszym czasie i w taki sposób, aby w przyszłości uchronić się od podobnych klęsk.

Zaraz po wycięciu pierwszych drzew, od 1925 roku, Lasy Państwowe z całą energią przystąpiły do prac odnowieniowych, zarówno metodą sadzenia, jak i siewu.

Dołowanie sadzonek.Okolice Chojna, Nadlesnictwo Bucharzewo 1928 rok. (zdj. z archiwum p. Jarosława Mikołajczaka)

Prace w szkółce leśnej, Nadleśnictwo Bucharzewo. 1928 rok. (zdj. z archiwum p. Jarosława Mikołajczaka)

Dyrekcja Poznańska Lasów Państwowych przydzieliła do każdego zniszczonego nadleśnictwa po dwa nadleśnictwa opiekuńcze, które nie były dotknięte klęską. Zadaniem tych nadleśnictw było wyprodukowanie jak największej ilości sadzonek, które dostarczane były głównie koleją. Nie chcąc powtórzyć błędu poprzedników, czyli sadzenia „sosny po sośnie” i tworzenia wielkich monokultur, chciano urozmaicić skład gatunkowy i tworzyć drzewostany mieszane, mniej narażone na inwazję szkodników. Niestety, głównie warunki glebowe, brak odpowiedniego materiału sadzeniowego, oraz szybki czas odnowienia nie pozwalał, na osiągniecie takiego celu. L. Mroczkiewicz pisał:

„…aczkolwiek leśnicy zapewniali o odejściu od monokultur sosnowych, to jednak łatwość produkcji i sadzenia przyczyniły się do ponownego obsadzenia Puszczy sosną”.

Uprawa sosny na grobelkach wykonanych ręcznie. Lesnictwo Głuchowiec 1930 rok. (zdj. z pracy L. Mroczkiewicza)

Uprawa brzozowa 1930 rok. (zdj. z pracy L. Mroczkiewicza)

Brzozę sadzono tylko wzdłuż dróg, duktów i przy liniach oddziałowych. W niewielkich ilościach sadzono też świerk, sosnę wejmutkę, sosnę Banksa, sosnę czarną, sosnę smołową oraz olszę szarą, akację, jarzębinę i czeremchę amerykańską. Akcja odnowieniowa trwała do 1932 roku, a poprawki i ponowne odnowienie upraw przepadłych aż do 1939 roku. Jak okiem sięgnąć puszcza została posadzona na nowo, wszystkie dolinki, wydmowe wzgórza porosły młodym lasem.

O efekcie pracy wielkopolskich leśników, niech świadczą słowa Władysława Janty - Połczyńskiego h. Bończa, który w 1929 roku wizytował te tereny.

"Za Sierakowem przejeżdżamy most na Warcie, a za nią ciągną się już przestrzenie pozostałe po całkowicie zniszczonych przez sówkę lasach państwowych. Tutaj podziwiać można pilność i energię poznańskiej dyrekcji, która w kilku latach zagajając w każdem Nadleśnictwie 5 do 8 tysięcy mórg rocznie, potrafiła już dziś okryć gołe wzgórza nową, sosnową zielenością." ŁOWIEC POLSKI Nr 1/1929 r. Władysław Janta-Połczyński.

Puszcza Notecka, prace pielęgnacyjne 1930 rok. (zdj. z pracy Leona Mroczkiewicza)

Po trwającej trzy lata gradacji sówki choinówki, po kilku trudnych latach prac uprzątających i po wielu latach prac odnowieniowych, przyszedł czas na podsumowanie. Nie tylko Lasy Państwowe, ale i całe Państwo Polskie, przez ten okres poniosły nie tylko ogromne straty ekonomiczne, ale również straty przyrodnicze, bo przecież utraciliśmy olbrzymi obszar nadwarciańskich lasów. Wskutek długiego czasu trwania klęski nastąpiło wyjałowienie gleby, powstały lotne piaski, a w miejscach niżej położonych utworzyły się małe jeziorka, zabagnione dolinki i bagniska. Ogołocenie z lasów większych połaci puszczy powodowało nawet powodzie, gdyż zdrowe, w pełni ulistnione drzewa działają, jak „pompy wodne” wchłaniając wodę. Zmienił się krajobraz tych terenów, nie tylko pod względem estetycznym, ale też przyrodniczym, co spowodowało bezpowrotne wyginięcie wielu gatunków zwierząt i roślin.

Pielęgnacja upraw, Leśnictwo Pławiska 1927 rok. (archiwum p. Tomasza Nowaka)

Dzisiaj większość drzewostanów puszczańskich ma około 90 lat i nadal stanowi jednolitą strukturę, narażoną na wszelkie szkodniki. A szkodników z roku na rok przybywa. Prawda jest taka, że aby uniknąć takiej tragedii, jaka wydarzyła się prawie 100 lat temu, aby historia się nie powtórzyła, leśnicy muszą być czujni. Dlatego pracownicy Lasów Państwowych prowadzą całoroczne prognozowanie liczebności najważniejszych gatunków szkodników, na każdym etapie ich rozwoju. Podobnie jak 100 lat temu, każdego roku, późną jesienią leśnicy sprawdzają zagrożenie na podstawie ilości poczwarek znalezionych w ściółce, pod okapem drzewostanów. Na podstawie wyników tej kontroli przygotowuje się mapę zagrożenia, pomocną w ewentualnej późniejszej walce ze szkodnikiem. Wczesną wiosną przeprowadza się monitoring wylotu motyli w specjalnych wylęgarkach, później przez wiele wieczorów liczy się motyle obserwując ich lot.

 

fot. R. Tomczak Ścinka dzrew na płachtę, w celu sprawdzenia liczebności gąsienic w koronach drzew.

fot. R. Tomczak "Zabójcy" naszych lasów.

Na obszarach zagrożonych liczy się gąsienice strzygoni, ścinając drzewa na specjalne „płachty”. W sytuacjach masowej inwazji sówki choinówki przeprowadza się zabiegi agrolotnicze. Dzisiaj też prowadzi się bardziej racjonalną gospodarkę leśną niż w dawnych latach. Wycinając jednolite drzewostany Puszczy Noteckiej w pewnym procencie zastępuje się je drzewostanem liściastym, w różnych formach zmieszania, ale ze względu na ubogie siedliska nadal głównym gatunkiem jest sosna. Ta bioróżnorodność lasu powoduje trudniejsze rozprzestrzenianie się szkodników, oraz przyciąga wiele gatunków zwierząt owadożernych, ale też owadzich pasożytów. Drzewostany, w których obok drzew iglastych rosną drzewa liściaste są odporniejsze na gradacje szkodników.

Dzięki dobrze prowadzonej gospodarce leśnej, dzięki zaangażowaniu leśników, możemy być pewni, że „historia nie zatoczy koła”.

Literatura:

  • Anders P., Kusiak W. 2005. Puszcza Notecka przewodnik krajobrazowy. G&P Oficyna Wydawnicza Poznań; Chrzanowski K. 1924. Uwagi w sprawie walki z sówką choinówką. Przegląd Leśniczy nr 4;
  • Gazeta Polska 09.08.1924 r.;
  • Gazeta Szamotulska 01.07.1924 r. Śmierć lasów;
  • Gazeta Szamotulska 18.09.1924 r. W sprawie sówki choinówki;
  • Ilustracja Polska 01.04.1933 r. SOS naszych lasów;
  • Kusiak W., Dymek-Kusiak A. 2002. Puszcza Notecka monografia przyrodniczo gospodarcza. Wydawnictwo Przegląd Leśniczy;
  • Mroczkiewicz L. 1933. Zagadnienia hodowlane na terenach posówkowych. Praca doktorska. Zakład Hodowli Lasu UP, Poznań;
  • Orędownik Grodziski 16.07.1924 r. Śmierć lasów;
  • Postęp 04.07.1924 r. Zniszczone lasy;
  • T. L. 1924. Różne. Dotychczasowy przebieg klęski, spowodowanej przez sówkę choinówkę w nadleśnictwach północno-zachodnich Województwa Poznańskiego. Przegląd Leśniczy nr 2;
  • Woszczyński St. 1925. Przyczyna wystąpienia sówki choinówki. Przegląd Leśniczy nr 2;
  • Ziółkowski J. 1924. Szkody wyrządzone przez sówkę choinówkę. Przegląd Leśniczy nr 8;
  • Ziółkowski J. 1926. Następstwa ostatniego żeru sówki choinówki. Przegląd Leśniczy nr 1.
  • Zdjęcie nagłówkowe Tomasz Szymczak.