Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Bobrownia - historia prawdziwa

Historię tajemniczej hodowli bobrów nad jeziorem Kubek (Nadleśnictwo Sieraków, Leśny Kompleks Promocyjny Puszcza Notecka) opowiada podleśniczy Roman Tomczak, który dzięki swojej badawczej pasji odnalazł niezaprzeczalne dowody na jej istnienie.

Jeszcze do niedawna mało kto wiedział, że w dawnym Nadleśnictwie Bucharzewo (obecnie teren Nadleśnictwa Sieraków) znajdowała się hodowla bobrów. A było to w latach 1927-1935.

W latach 20-tych XIX wieku w Europie bobry należały do gatunku zanikającego. Niegdyś rozpowszechnione niemal w całej Polsce, zostały wytępione i tylko w najbardziej niedostępnych bagnach naszych kresów północno-wschodnich żyło jeszcze kilkadziesiąt osobników, ale i tych stopniowo ubywało. Zabijane były przez rybaków i kłusowników.

Dzięki Rozporządzeniu Naczelnika Państwa Polskiego Józefa Piłsudskiego - „Prawo łowieckie" (art. 78) z dnia 03.12.1927 r. ochrona bobra została w znacznym stopniu usprawniona. Za zabicie lub usiłowanie schwytania bobra wyznaczono wysokie kary, a mianowicie grzywnę w wysokości 2500 złotych, poza tym 6 miesięcy więzienia i opłatę wysokości trzykrotnej wartości zwierzęcia. Ochrona ta przyniosła dobre efekty.

Wg Juliusza Ejsmonda w Polsce w 1930 r., w stanie wolnym żyło 25 kolonii bobrów, składających się ogółem z około 100 osobników. Ponadto zakładano hodowle sztuczne. Jedną z tych hodowli, która powstała aby ocalić polskie bobry od ostatecznego wyginięcia, założono niedaleko Jeleńca w Nadleśnictwie Bucharzewo.

Był rok 1927. Drzewostany Nadleśnictwa Bucharzewo, jak i cała Puszcza Notecka, były po największej gradacji owadów w dziejach borów puszczańskich, którą  w latach 1922-1925 spowodowała strzygonia choinówka. Owad ten doszczętnie spustoszył drzewostany sosnowe. Mniej dotknięte żerem były drzewostany liściaste, drzewostany mieszane oraz fragmenty drzewostanów, w których znajdowały się liczne mrowiska. W takim to niezniszczonym miejscu powstała hodowla bobrów nad jeziorem Kubek, zwana na początku Bobrówką, a później Bobrownią.

Właściwie o powstaniu Bobrowni w Nadleśnictwie Bucharzewo zdecydował splot wydarzeń, z którym związany był pewien Wielkopolanin - Władysław Janta-Połczyński h. Bończa (1854-1946). Postać niezwykła - leśnik i myśliwy, społecznik, mecenas kultury, pisarz. Współtworzył w międzywojennej Polsce prawo łowieckie, pomagał chronić żubry, ratował przed wymarciem bobry. To właśnie on był pomysłodawcą tego przedsięwzięcia i czuwał nad jego realizacją.

Opisywał to tak w Kuryerze Literacko-Naukowym w 1930 r.: Powstanie Bobrówka w nadleśnictwie państwowym Bucharzewo spowodował przypadek. Oto bowiem w chwili wspaniałomyślnej szczodrobliwości obiecał mi ktoś przed dwoma laty ofiarować dwie pary bobrów, które mu ktoś darował w Norwegji, niezawodnie również w chwili słabości, ja zaś ofiarowałem bobry in majoram patriace ministerstwu rolnictwa.

Tak więc rozpoczęto budowę osiedla dla bobrów. Na ten cel ogrodzono 9 ha terenu, gdzie wydzielono zagrody i umieszczono w nich „drewniane domki" dla bobrów. Zbudowano też budynek gospodarczy do przechowywania pokarmów, budynek dla straży, a także domki strażnicze. Z początkiem 1928 r. wszystko był przygotowane na przybycie pierwszych gości.

Kiedy obiecane z Norwegii bobry nie docierały, a sprowadzenie przez ministerstwo bobrów z Polesia się nie powiodło, wtedy zniecierpliwiony Władysław Janta-Połczyński zwrócił się do Ministerstwa Rolnictwa o sfinansowanie zakupu bobrów z Kanady. Wreszcie w listopadzie 1928 r. sprowadzono pierwsze dwie pary bobrów kanadyjskich. Zwierzęta łatwo zaaklimatyzowały się w nowym środowisku i już w pierwszym roku jedna z samic urodziła cztery młode.

Aby rozmnażanie przyspieszyć, w 1930 r. Władysław Janta-Połczyński zwrócił się z prośbą do Ministra Rolnictwa, którym był wówczas jego kuzyn Leon Janta-Połczyński, o zakupienie dwóch par bobrów z Norwegii, co ministerstwo uczyniło. Zgodnie z założeniami kolonia się powiększała. W 1934 r. hodowla liczyła 19 osobników.

Zwierzęta czuły się tutaj bezpiecznie, gdyż całego terenu pilnowała specjalna straż. Strażnicy pilnowali bramy wjazdowej z napisem „Bobrownia", informując sygnałem trąbki o przyjeździe gości. Ponadto strażnicy kilka razy na dobę obchodzili cały teren wzdłuż ogrodzenia, sprawdzając czy żadne zwierze nie próbowało uciec, z drugiej zaś strony pilnowano je przed drapieżnikami i kłusownikami.

W 1932 r. udało się jednemu bobrowi zbiec z Bobrowni. Bóbr zniknął i nie wiedziano co się z nim stało. W pierwszej chwili podejrzewano gajowego z Sierakowa, że to on bobra zastrzelił, ponieważ nie mógł udowodnić że zwierze uciekło. Dzięki gazecie „Ilustracja Polska", która opisała całą historię, zagadka została rozwiązana. Mianowicie okazało się, że bóbr zbiegł z Bobrowni i przepłynął Wartą, a potem Wełną, do Rogoźna. Tam pływającego w rzece Wełnie bobra zastrzelił Paweł Kruger z Rudy pod Rogoźnem. Początkowo twierdził on, że strzelał do wydry, lecz śledztwo wykazało, że bobra zastrzelił świadomie. Bóbr ważył 15,5 kg i miał wartość 800 zł. Kłusownik dostał wysoką karę, a bóbr trafił do Oddziału Przyrodniczego Muzeum Wielkopolskiego w Poznaniu.

Hodowla bobrów wymagała całodobowej opieki. Bobry potrzebowały jedzenia, ale również budulca do budowania żeremi, gdyż szybko pościnały drzewa w swoich zagrodach. Na co dzień opiekowali się nimi, dokarmiali je i nadzorowali pracownicy zatrudnieni w Nadleśnictwie Bucharzewo. Jednym z nich był dozorca bobrów Feliks Woźniak, który w roku 1931, z żoną Małgorzatą i córką Krystyną, mieszkał w Jeleńcu, bardzo blisko hodowli. Innym pracownikiem był Karol Seifert, który w 1932 r., wraz z żoną Rozalią i córkami Teresą i Agnieszką, mieszkał w Bobrowni.


 

Hodowla bobrów na terenie Nadleśnictwa Bucharzewo, jako jedna z nielicznych hodowli w Polsce, cieszyła się dużym zainteresowaniem. Informacje o jej istnieniu publikowało wiele gazet lokalnych jak i krajowych, między innymi: „Gazeta Międzychodzka" 1927 r., „Goniec Wielkopolski" 1927 r., „Gazeta Szamotulska" 1927 r., „Głos Robotnika" 1927 r., „Tęcza" 1929 r., „Pochodnia" 1930 r., „Kuryer Literacko-Naukowy" 1930 r., „Ilustracja Polska" 1932 r., „Nasza Gazetka" 1934 r. Bobrownie opisywali  również naukowcy tacy jak prof. dr hab. Edward Feliks Lubicz-Niezabitowski - rektor Wydziału Rolniczo-Leśnego Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Był on też dyrektorem Oddziału Przyrodniczego Muzeum Wielkopolskiego w Poznaniu - to tam trafiały wypchane bobry, którym przytrafiło się nieszczęście. Właśnie ten profesor w Tygodniku „Tęcza" z 1929 r. zamieścił jedne z pierwszych  zdjęć bobrów z bucharzewskiej hodowli.

Oprócz naukowców, przyrodników, leśników i polityków Bobrownię odwiedzali również pisarze i poeci, szukający na tym „odludziu" weny twórczej. Nocowali oni w małym pokoiku gościnnym w chacie z bali, na bagnach. W 1933 r. Bobrownię odwiedzili autorzy książki pt. „Wszerz i wzdłuż ziemi wielkopolskiej" M. Ziemski i T. Piechocki. Opisywali w swej książce piękno krajobrazu i bogactwo zabytków Wielkopolski. W rozdziale pt. „Wśród żyjących, drogocennych futer bobrowych" przedstawili szerokiej opinii publicznej hodowlę bobrów nad jeziorem Kubek. Oprowadzał ich ówczesny Nadleśniczy Nadleśnictwa Bucharzewo Bernard Swoboda.

Cytat z rzeczonego rozdziału: Drogami i drożynami, zakonspirowanemi w leśnym świecie dojeżdżamy do nadleśnictwa. Zabieramy ze sobą p. nadleśniczego Swobodę i znowu kilka kilometrów wędrówki wśród drzew lasów, w których p. Swoboda ma w swojej opiece około 800 jeleni. I w którym w pewnej chwili stajemy przed bramą z napisem „Bobrownia".  Jeszcze kilkaset metrów. Ostry chłód, wiejący z wód bobrowiska i oto z nad poziomu ziemi, pociętej kanałami wykwitły domki bobrów. Opowieść o Bobrowni zakończyli słowami: Zbliża się godz. 5-ta; niedługo z wnętrz swoich czyściutkich domków zakonspirowanemi kanałami wypłyną bobry objadać się marchwią i osiką oraz budować tamy. I przez całą noc w blasku wschodzącego właśnie księżyca będą niezmordowanie budować i budować…

Bobrownie zwiedzały też wycieczki szkolne, szczególnie z Poznania. Jedna z nich opisana została w czasopiśmie Pisemko Dzieci Szkół Powszechnych w Poznaniu „Nasza Gazetka" w październiku 1934 r. Relacja jednej z uczennic, Jadwigi Porazińskiej z kl. IV a Szkoły Wydziałowej w Poznaniu: (...) Następnego dnia przed południem pojechaliśmy końmi do Jeleńca, gdzie znajduje się sztuczna hodowla bobrów. Tam widziałyśmy, jak mieszkają bobry i czem się żywią. Jeden kulawy był w klatce. Nasza pani opiekunka zrobiła kilka zdjęć (...). Dziewczynka namalowała również piękny rysunek  z niezapomnianej wycieczki.

Ostatnia informacja o Bobrowni znajduje się w książce Kazimierza Grzybowskiego „Sieraków n/d Warta" z 1935 r. Autor informuje w niej, że hodowla bobrów została zlikwidowana. Osadzona wśród lasów Bobrownia miała być piękną atrakcją dla całej Wielkopolski. Niestety trwało to tylko 8 lat. Na dzień dzisiejszy nie są znane powody jej likwidacji, gdyż przecież w 1934 r. znajdowało się w niej 19 osobników. Co musiało się wydarzyć, że Bobrownię zlikwidowano? Na razie zostaje to tajemnicą. A miało być tak pięknie, jak pisał Władysław Janta-Połczyński h. Bończa: Czem żubry stały się dla Białowieży, tem są bobry bucharzewskie dla Sierakowa, a staną się z czasem dla całej Wielkopolski piękną atrakcją.

Obecnie dawny teren "Bobrowni" jest unikatowy w skali europejskiej. W 2007 r. ustanowiono tu Obszar Natura 2000 "Jezioro Kubek" PLH300006. Dzisiaj w miejscu zagród są bagna porośnięte olchami i świerkami. Tylko stary zarośnięty fundament chaty z bali, resztki tamy i ukształtowanie terenu świadczą, że było tutaj coś niezwykłego. Jest jeszcze źródlana krystalicznie czysta woda, wypływająca z ogromnych wydm, która leniwie płynie, tak jak przed laty. Czas zatarł ślady, a przyroda podyktowała swoje prawa. Aktualnie teren ten jako ostoja zwierzyny jest pod specjalną ochrona, obowiązuje tutaj zakaz wstępu. To miejsce trzeba zachować dla przyszłych pokoleń.